O dobrych, złych, brzydkich...
Wpisy
W tym roku Walentynki jakieś takie... Bluzgów mało W necie znalazłem rysunek, taki zarys. Może Almodovarowi wysłać jako pomysł na scenariusz?

Widzę tu szansę na Goldener Bär... A wy?
Już marzy mi się wielka sława - autografy i ten kolorowy świat: zieleń dolarów, czerwony dywan i białe ścieżki koki nieśpiesznie wciąganie w kiblu z Dżordżem Klunejem...

Rzeka i krew płyną...
Zbyszek.
Wychylę ku pamięci kieliszek.

Niektóre serwisy publikują zestawienie-ranking filmów Martina Scorsese: od najlepszego do najgorszego.
Można się kłócić i nie zgadzać, ale to zestawienie filmów, jako całość pokazuje jaki to reżyserski mocarz....

Kto pamięta film "Zakład"? W reżyserii Teresy Kotlarczyk. Ciekawa obsada: Jan Peszek, Paweł Królikowski (+ wielu młodych, debiutował tu, jeśli dobrze pamiętam, bardzo dobry aktor - Bartłomiej Topa) - solidnie nakręcone, surowe, proste kino.
Z filmu zapamiętywało się też muzykę Michała Lorenca. Zwłaszcza motyw z ostatniej sceny...
I wtedy piło się wino...
...gwiezdna kolacja...



Parę dni temu wpadł w me progi dawno nie widziany kolega Marianek. Przytargał dwie butelki wina. Minę miał tryumfującą - "nie wydałem na nie więcej niż 17 zł" - rzekł. Nie odpowiedziałem. "Za OBYDWIE" - dodał po chwili znacząco.
Ciągle milczałem.
Już wiedziałem, że wieczór nie do końca będzie miły, choć ciekawy - na pewno. Tym bardziej, że dodatkowo Marianek przyniósł też do spróbowania "kupioną u świetnego źródła"... swojską kiełbasę...
No i stało się.
(1/10) Chardonnay 2005, Yantai Valley, Chiny
Importer: An.Ka cena: 5.99 zł
Prawdziwie chiński czar-do-naj. "Trochę mu zeszło w podróży" pomyślałem patrząc na rocznik wina... Przystąpiliśmy jednakowoż do degustacji. Wino już na starcie wypadło żałośnie, bez wyrazu. Zaleciało lakierem, obitym jabłkiem. Jako żywo przypomniało to wiele degustowanych polskich próbek win, z zapałem produkowanych z zagęszczonego moszczu. Dalej było jeszcze gorzej... Jes to wino, przy którym ktoś na pewno gmerał, "poprawiał". jest bez wyrazu, bez emocji. Jednak zgodnie z kontretykietą jest ono - a jakże! - "doskonałe do kuchni azjatyckiej i owoców morza" - ma więc fantastyczne, bardzo szerokie zastosowanie. Ja bym rozszerzył je również o żółte i białe sery pleśniowe, szwedzkie makarony, wędliny i mięsa wszelkiego pochodzenia i daty przydatności do spożycia. "To wino jest jak Twoja pierwsza narzeczona - rzekłem do Marianka - sztuczne, nijakie i zionie od niego pustką". Mój companero tylko skinął głową. Padaka.
By odegnać chińską klątwę sięgnąłem po drugą butelkę a Marianek nakroił kiełbasy.

(2/10) Malbec 2003, Rio Seco, Mendoza, Argentyna 13%
Importer: TIM, Cena: coś z 10 zł
Znowu paść. Płasko, brudno choć wino powstało "z pieczołowicie wybranych gron szczepu Malbec". Nie wiem skąd pieczołowicie wybrano grona , ale na pewno nie była to winnica, raczej coś zupełnie innego... Nie zrażajcie się jednak, bo ten "malbec odkrywa aromaty czerwonych owoców i kasji" no i jest oczywiście idealny "do czerwonych mięs i serów". Zmilczę. Jeśli chcecie pozbyć się gości z domu - postawcie tę "kasję" na stół. Efekt gwarantowany.
Jak widzicie, degustacja była ze wszech miar nieudana (choć Marianek - mimo wylanych win - był usatysfakcjonowany. Czym?). Ja przegryzałem dobrze naczosnkowaną kiełbasę, patrzyłem na jej jędrne, podwędzone pęto i łkałem ze wzruszenia.
Są jeszcze na świecie rzeczy autentyczne.
A teraz filmy. Czar-do-naj natchnał mnie do oglądnięcia kina azjatyckiego. Najpierw - powtórka.
(9/10) Hana-bi (Takeshi Kitano, 1997)
Takeshi Kitano oprócz reżyserowania występuje tu również w roli głównej (częste w jego filmach). To jeden z jego najlepszych filmów. Niby klasyka kina - jest policja, gangsterzy, wyrównywanie rachunków, bójki, strzelanina, etc. Ale to nie jest film akcji. To jest o czymś innym. Rzekłbym, że to brutalny kryminał medytacyjny. Film ma już swoje lata, więc odpuszczam sobie streszczenia. Kto nie zna filmów Kitano - tu dostanie w pigułce popis jego możliwości. Kitano jest tu rewelacyjny, prawie cały czas milczy, prawie w ogóle sie nie uśmiecha (chociaż robi to w znaczących momentach). I nieruchoma twarz - jego znak rozpoznawczy. Lubię skurwiela.
Aby podtrzymać azjatyckie klimaty dołożyłem sobie coś "lżejszego" na deser...
(7/10) Człowiek znikąd (Jeong-beom Lee, 2010)
Film zupełnie inny, bo to już bardziej rozrywkowy styl. Rzecz jest jednak zręcznie zrobiona. Historia, która czerpie kinowych wzorów na wiele sposobów. Jest więc to może troszkę odgrzewany kotlet, ale reżyser Jeong-beom Lee doprawił danie po koreańsku i wyszło dość smacznie. Zrobił rzecz bardzo sprawnie i widać że jest na bieżąco z europejskim kinem. Człowiek znikąd (A-jeo-ssi) to bardzo czytelne nawiązanie do "Leona zawodowca". Mamy więc głównego bohatera-mściciela i małą, słodką dziewczynkę, która popada w kłopoty. Będzie się działo.
Rzecz jest brutalna - pełna krwi i przemocy, na co nie wskazuje na początku (nieco irytująca) postać i emo-fryzurka głównego bohatera. Ale - wierzcie mi - sporo się w tej materii zmieni. Porządne azjatyckie kino, utrzymane w gatunku. Z wykopem.
Daję trailer a później jedną z finałowych scen, będącą próbką stylu (jednak kto ją obejrzy - straci element zaskoczenia, decydujcie sami).
Jeśli więc zdecydowaliście się na obejrzenie końcowego fragmentu...